and the world around us won’t stop turning tonight…

Całkiem przypadkiem natrafiłem kiedyś na film Keinohrhasen. O ile nie mogę powiedzieć, że gardzę komediami romantycznymi (choć większość oglądam bardziej dla towarzystwa), o tyle nie spodziewałem się niczego szczególnego w tym zakresie po naszych zachodnich sąsiadach. Niepotrzebnie, o ile można się nie spodziewać niepotrzebnie :) Film okazał się całkiem przyjemny i dość zabawny. Obejrzałem raz jeszcze, bo pierwszą emisją część zaprzyjaźnionych odbiorców pogardziła. Po ogólnie dobrym przyjęciu przyszła kolej na Zweiohrküken. Podobało się na tyle, że obejrzałem drugi raz i kawałek trzeciego. I choć przy pierwszej części miałem wrażenie, że to jakaś autopromocja, a w drugiej niektóre żarty co najmniej nie śmieszą, to jakoś fajnie to wszystko jest splecione. I chyba po to właśnie jest ten wątek komediowy.

Oczywiście cały czas pamiętam, że patrząc na to samo dwie osoby widzą dwie inne rzeczy. Kto widzi to, co ja, ten film polubi. Oba.

głównie o rozumieniu

Moja sympatia do pop-folku nie dość, że nie jest zaraźliwa, to nawet ze zrozumieniem w najbliższym otoczeniu się nie spotyka. Ba, nawet do zrozumienia jest daleko. Po kilku godzinach nocnej podróży samochodowej towarzyszka uznała, że jest na tyle zmęczona, iż, o ile będę w stanie kontynuować jazdę przez jakiś czas bez jej aktywnej obecności, ona się zdrzemnie. Nie mogąc liczyć na rozmowę, postanowiłem umilić sobie drogę muzyką. Do walki ze zmęczeniem i sennością wystawiam zwykle coś dynamicznego. Tym razem padło na twórczość bułgarskich gwiazd. Nie zdołałem chyba jednak nawet jednego utworu wysłuchać – z fotela pasażera dotarł jasny komunikat: precz mi z tym, przy tym nawet spać się nie da…

Pozostając osamotnionym w swych upodobaniach, co czas jakiś pozwalam sobie sprawdzać, co dzieje się na bułgarskiej scenie pop-folk.  W ten sposób trafiłem na Галена next hit  

Image się pani zmienił. Nie bardzo wiem, co mnie tu szczególnie urzeka, ale to kolejny utwór, którego jestem w stanie słuchać w pętli, a jeszcze chętniej oglądać. Raz klip obejrzawszy stwierdziłem, iż tak właśnie jedną z koleżanek wyobrażam sobie na parkiecie. I już miałem z nią właśnie podzielić się tą refleksją, gdy przypomniałem sobie jak różny bywa odbiór tych samych słów czy obrazów. Jak wiele zmienia pryzmat nastawienia, doświadczeń i oczekiwań. Aby uniknąć nieprzyjemności postanowiłem refleksję zachować dla siebie. Z czasem przyszło mi jednak do głowy, aby sprawdzić, czy i ew. jak różni się ten nasz odbiór. Ciągle się nieco obawiam, ale może się skuszę. Wypadałoby pewnie napisać, co ja tu zobaczyłem, ale wolałbym poczekać z publikacją na pozyskanie niezasugerowanych cudzych odbiorów.

Tymczasem, nawiązując do kwestii odmiennego rozumienia, wspomnę o tym co mi do głowy przyszło po zapoznaniu się z wypowiedzią Pacyfki. Najpierw to, co najmniej z meritum ma związku – „mąż powiedział kiedyś taką bardzo mądrą rzecz”. Zapewne niejednokrotnie, ale  ja nie o tym – choć zdarza nam się zapoznawać z różnymi mądrymi wypowiedziami różnego charakteru, odnoszę wrażenie, że nie każdą będziemy w ten sposób referować. A konkretniej mam wrażenie, że aby tak zostać zacytowanym należy utrafić swoją wypowiedzią w przekonania referującego lub do swoich poglądów słuchacza przekonać. Nie słyszałem nigdy, żeby o poglądach, z którymi się nie zgadzamy, mówić „mądrze powiedział”…

Druga kwestia – „miłość stoi w sprzeczności z wolnością”. To boli. Na takie stwierdzenie nie było mnie stać nawet po cichu przed samym sobą, a jednak nie mogę odmówić mu racji. I Pacyfka jest chyba jedyną znaną mi osobą, która potrafi coś takiego powiedzieć publicznie.

wyjazd z polski

To chyba nie polecenie, ale kto wiedzieć może poza autorem. Autorem, bo to tytuł utworu Michała Lorenca. Niby zwykła muzyka filmowa, ale niezwykła. Niezwykły charakter nadały jej wydarzenia sprzed prawie miesiąca i wybór tego utworu na tło muzyczne dla specjalnego wydania programu informacyjnego telewizji publicznej. W tym kontekście utwór zdaje się być bardzo przejmujący. Po części pewnie z uwagi na ten utwór właśnie nie mogłem odejść od odbiornika. Mimo iż niespecjalnie cenię sobie jednego z prowadzących program. Może w filmie, do którego utwór został napisany, odegranie go też nie pozostawia widza obojętnym…

A wydarzenia tamtych dni jakże różnie były i są odbierane. Jednych łączą, innych dzielą. Jednych napełniają wręcz rozpaczą, w innych wzbudzając nienawiść. Albo pozostawiając obojętnymi. I tylko ci ostatni zdali się być na to przygotowani, bo czy można tak bez emocji coś takiego przyjąć?

Modlitwa św. Tomasza

Z głośników popłynęło Alexandra leaving by Leonard Cohen i to chyba jest wystarczający powód, żeby coś tu naskrobać :)

Na blogu Roberta Gwiazdowskiego znalazłem uświadamiający niektórych list otwarty do ubezpieczonych w ZUS. Ciekawe że pisze o tym człowiek zasiadający w radzie nadzorczej tej szacownej instytucji. Jak zwykle jednak nie o tym miałem pisać. We wstępie do swojego bloga wspomniany autor umieścił tę właśnie modlitwę. Nie mnie wypowiadać się o autentyczności, ale wiodąca wyszukiwarka zdaje się przemawiać za. Aż dziw bierze, że nie znajduje się ona – ta modlitwa – w regulaminach wszystkich serwisów blogowych i forów internetowych…

Panie, Ty wiesz lepiej, aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary. Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym. Czynnym, lecz nie narzucającym się. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale Ty, Panie, wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół.
Wyzwól mój umysł od niekończącego się brnięcia w szczegóły i dodaj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy. Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagań i cierpień – w miarę, jak ich przybywa, a chęć ich wyliczania staje się z upływem lat coraz słodsza. Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami o cudzych cierpieniach, ale daj mi cierpliwość wysłuchania ich.
Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę o większą pokorę i mniej niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi. Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasem mogę się mylić. Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać. Nie chcę być świętym, ale zgryźliwi starcy to jeden ze szczytów osiągnięć szatana. Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach. Daj mi, Panie, łaskę mówienia im o tym…

i znowu o muzyce

Kiedyś już pisałem, że muzyka jest dla mnie dosyć ważna. Cały czas pamiętam, że definicja muzyki jest dla każdego inna i nie na ten temat tym razem… Usłyszałem kilka dni temu w radio utwór, który wpadł mi w ucho. Był element zaskoczenia, bo głos nijak mi się ze stylem nie kojarzył (nie, że w ogóle, tylko ze stylem tego utworu:)). Wokal jak Agnieszka Chylińska. I to była ona! Ale nie ONA. Tytułem dygresji dodam tylko, że jakoś mnie to (tym razem niespodziewane) rozpoznanie wykonawcy ucieszyło. Podobnie jak wówczas, gdy pierwszy raz usłyszałem In my arms by Kylie Minogue, ale wtedy prócz wokalu hintem był styl – tu, jak już wspomniałem, wprost przeciwnie. Kiedy drugi raz trafiłem w radio na ten utwór, wysłuchałem z przyjemnością, ale przy trzeciej okazji coś mnie wzięło. Miałem wysiadać z auta, ale zamiast tego tylko podkręciłem regulator głośności. Clockwise. Nawet dzwoniącego telefonu nie chciałem odebrać. Kilka chwil później, ponownie siedząc za kierownicą, przeskakiwałem po stacjach radiowych w poszukiwaniu tego utworu. Trafiło mi się nawet podwójne combo!

Wieczorem, szukając możliwości posłuchania jeszcze raz, na oficjalnej stronie Agnieszki trafiłem na klip i to w HD. No full wypas po prostu. W tym jest coś hipnotyzującego. Obejrzałem raz, po jakimś czasie drugi, a teraz mam wrażenie, że drugi monitor jest po to, żeby ciągle tam się kręciło. Po prostu nie mogę oderwać oczu. I to wcale nie chodzi o to, że wykonawczyni jest bez spodni. Do rana moje wyobrażenie o jej urodzie może się znacząco zmienić.

Nie odpowiadał mi rodzaj muzyki serwowany przez ONA (choć jest kilka utworów, które przy odpowiednim nastroju wysłucham z przyjemnością), image sceniczny wokalistki też nie trafiał w mój gust, a tekst „Nauczyciele – Fuck off!” już całkiem mnie zniechęcił. Nie wiem, dlaczego tak powiedziała, ale dla mnie to oznaczało, że Chylińska nie rozumie roli, jaką pełnią nauczyciele. Oczywiście inaczej na tę rolę zapatruje się człowiek który ze szkołą pożegnał się wiele lat temu, a inaczej ten, który edukację rozpoczyna (i jeszcze jakoś źle trafi – tak samo można się zrazić do kościoła, trafiając na trefnego księdza, ale dziś również nie o tym). Ale czy ona była wówczas jeszcze na etapie edukacji?

Myślałem, że osoba która wychodzi na scenę ma poczucie pewnego rodzaju misji i jednocześnie ma coś do przekazania. Czemu myślałem – nie wiem. Życie już trzykrotnie zweryfikowało ten pogląd. Pierwszy raz, nabywszy płytę Puls swojej rówieśniczki, Natalii Kukulskiej, spodziewałem się głębokich tekstów, a część utworów zdała mi się płytka [tu szukam w głowie wykwintnego porównania, ale nie znajdując, zmieniam koncept], no o niczym po prostu.
Drugi przypadek to Lady Pank. Rozbawiła mnie wiadomość, że z okazji dnia dziecka któryś z nich okazał fujarkę. Ale miałem wtedy kilkanaście lat. Teraz uśmiech mi się na twarzy też maluje, ale to już absurd sytuacji mnie bawi. Podobnie gdy przypomnę sobie, gdy to na koncercie z okazji Dni Gryfina wyszli na scenę w stanie wskazującym na spożycie i rozpoczęli występ od komunikatu do siedzących w pierwszych rzędach VIP-ów (gości zaproszonych przez organizatora obchodów), żeby wypierdalali z tych rzędów, obdarzając ich jednocześnie niewybrednymi epitetami… Może  w obu tych przypadkach byli pijani, ale nad takimi zachowaniami chyba raczej powinni panować. Ale dno to oni oberwali (nie wiem, czy próbując może się od niego odbić) tworząc piosenkę, która ku memu zdumieniu całkiem chętnie jest przez stacje radiowe emitowana po dziś dzień (i nic nie sugeruje jej planowanego zdjęcia z anteny). Tworząc utwór można też być w stanie wskazującym, ale już nagranie chyba nie jest spontaniczne i jest czas na refleksję… W piosence ja słyszę (bo komunikat chyba próbowali jednak trochę zamaskować), jak to naszła pana chęć na seks z murzynką i akurat trafił na chętną, ale nie kobietę, a dziewczynkę. O takich rzeczach opowiada się (jeśli w ogóle) sobie podobnym, ale nie na forum publicznym!!!
Trzecia właśnie była Chylińska ze wspomnianym wcześniej komunikatem.

Trudno mi jakoś obejść się bez dygresji… Wracając więc do głównego wątku – przez pryzmat nastawienia do osoby oceniam każdy jej aspekt, też urodę. Najwyraźniej dość łatwo zmienić moje nastawienie, bo mi się kobieta coraz bardziej podoba. Ja wiem, że do teledysku może być przygotowana inaczej niż do everyday life, ale coś mi podpowiada, że moje i jej everyday life się nie krzyżują, więc teledysk wystarczy.

A na koniec jeszcze tylko napiszę, że utwór się nazywa Nie mogę Cię zapomnieć

Nie wiem, co ma na to wpływ (czy gatunek, czy to, że po wykonawczyni się niczego nie spodziewałem), ale tu z tekstem się nie identyfikuję i nawet niespecjalnie się weń wsłuchuję.

A utwór jest po prostu UNPUTDOWNABLE

To jest mój nowy nabytak…

To jest mój nowy nabytak

Tak zatytułowane zdjęcie znajdziemy na naszej-klasie. Czemu tak przedmiotowo ktoś traktuje kobietę? I w jakich okolicznościach zostało zrobione to zdjęcie (jak się trzeba odchylić, żeby się na zdjęcie nie załapać; czemu nie poczekać, aż ręka nie będzie już potrzebna)? Kto ma wyobraźnię, ten sobie odpowie…

Przyznam, że o zgodę na rozpowszechnianie wizerunku nie wystąpiłem, ale czy to jeszcze wizerunek?

źródło inspiracji

Kantówki

Yesterday I’ve seen a girl. Actually I’ve seen more of them, but there was one exceptional.

As most of you may know, there exist trousers called in Polish biodrówki. I don’t know English name for that, and let it stay this way. This Polish name is connected with hips – they are supposed to stop on, or show one’s hips. But the trousers worn by the girl was not biodrówki. Top part of them was about 5-7cm below the top of her strings. What are those trousers suppose to stop on, or show?

I know that there are still a few centimeters, but… please excuse my bad language.

Sleep well.